- strona główna
- kontakt
- o szkole
 * wizja absolwenta
    SP 46

 * świetlica
 * biblioteka
   zobacz nowości
 * orlik
 * "Lokalny
Animator Sportu"

 * pedagog
 * opieka medyczna
- historia
- nasze miasto
- patron szkoły
- grono pedagogiczne
- Rada Rodziców
 * warunki
     ubezpieczenia

 * wniosek o duplikat
     świadectwa

 * wniosek o duplikat
    legitymacji szkolnej

- statut
- sprawdzian
- galeria
- zapisy do klasy pierwszej
- uroczystości i wydarzenia szkolne
- plan lekcji
- kalendarz roku
   zebrania,
   konsultacje

- programy nauczania
- podręczniki
- konspekty
- koła przedmiotowe
- samorząd
   uczniowski
- absolwenci
- godny patrona
   szkoły

- osiągnięcia uczniów
- wycieczki
- szkolna gazeta   "Kleks"


  WAŻNE LINKI

MEN


CKE


OKE Jaworzno


Portal
edukacyjny


Dzień bezpiecznego internetu


Nasza przychodnia


Program profilaktyczny
"Nie pal przy mnie proszę"






Sosnowiecki klub karate








JAN KIEPURA
Jan Wiktor Kiepura urodził się 16 maja 1902 roku w Sosnowcu przy ulicy Majowej 6. Był synem Marii z d. Neuman i Franciszka Kiepury, który prowadził w Sosnowcu piekarnię, przy ulicy Miłej 4, (dzisiaj Jana Kiepury). Przez lata rodzina Kiepurów żyła na skraju nędzy, oszczędzając każdą kopiejkę. Dzieciństwo upłynęło Janowi na nauce w Szkole Handlowej i pracy w rodzinnej piekarni. Mały Jan od najmłodszych lat nie miał kłopotów z wykazaniem, iż śpiew jest dla niego czymś bardzo łatwym i chętnie prezentował swoje umiejętności, nawet w czasie pracy w piekarni. Jak pisał Jerzy Waldorff - "[w] owej czeredzie uczniowskiej, grasującej po całym pograniczu trzech cesarzy Janek Kiepura znany był pod szydliwie a proroczo nadanym mu mianem Carusa. Rozwydrzona (jak mawiali starsi) uczniakeria traktowała Janka pasję śpiewu jako coś w owych czasach tak osobliwie zaskakującego, że aż zasługującego na wytknięcie". Kiepura brał za młodu aktywny udział w walkach o wolność Śląska jako członek Polskiej Organizacji Wojskowej oraz uczestnik I powstania śląskiego. W 1921 r. otrzymał świadectwo maturalne w Gimnazjum Państwowym im. Stanisława Staszica w Sosnowcu. Następnie, zgodnie z wolą rodziców, rozpoczął studia na Uniwersytecie Warszawskim na wydziale Prawa. Równolegle zaczął pobierać lekcje śpiewu u Władysława Brzezińskiego, a także Tadeusza Leliwy. Pierwszy jego publiczny koncert odbył się w 1923 roku w sali kina Sfinks w Sosnowcu. W 1924 r. Emil Młynarski zaangażował go do opery w Warszawie, gdzie miał miejsce pierwszy głośny incydent z jego udziałem. Oto na przedstawieniu Halki, gdzie kreował epizodyczną postać górala, po krótkiej wstawce solowej, przyjaciele i koledzy Kiepury z Wydziału Prawa zorganizowali mu prawdziwą owację. Za ten wybryk śpiewak został zwolniony z pracy. Nie na długo jednak. W 1925 roku udaje się do Lwowa, gdzie 15 stycznia debiutuje, w tym razem już głównej partii, w operze Faust Ch.Gounoda. Powtarza swój debiut także na deskach Opery w Poznaniu. W tym samym jeszcze roku powraca do Warszawy, aby zaśpiewać partię Fausta w teatrze, z którego przed paroma miesiącami został wyrzucony zastępując niedysponowanego tego dnia Adama Dobosza. W Warszawie nie zabawia jednak na długo. Przyczynia się do tego w dużym stopniu krytyka, która nie ocenia talentu Kiepury zbyt wysoko. Zarzucano mu wiele niedostatków technicznych, błędy intonacyjne i wadliwą wymowę. Po występie Kiepury w roli Księcia Mantui w Rigoletcie G.Verdiego, Stanisław Niewiadomski stwierdził, że [...] młody tenor jest jeszcze we wszystkim po prostu surowy, technicznie nie gotów, w smaku nie wyrobiony. Takie przyjęcie tak mocno uraziło ambicję młodego sosnowiczanina, że postanawia on opuścić kraj i szukać poza jego granicami zrozumienia dla swego talentu. Nie pierwszy to zresztą, i nie ostatni przypadek w dziejach polskiej wokalistyki, kiedy młodzi adepci sztuki wokalnej zmuszeni są szukać uznania poza granicami naszego kraju, zyskując gorące przyjęcie przez rodzimą krytykę dopiero po sukcesach odniesionych w innych krajach.
Tak więc Kiepura w 1926 roku wyjechał do Wiednia, gdzie występy zaczął od Theater an der Wien. Tam wystawiano właśnie Zemstę Nietoperza Johanna Straussa, gdzie w scenie balu u księcia Orłowskiego jest w zwyczaju wstawiać niewielkie koncerty okolicznościowe. Kiepura zaśpiewał wtedy, jako taką właśnie wstawkę, arię Księcia z opery Rigoletto G.Verdiego "La donna e mobile". Wtedy usłyszał go Franz Schalk, dyrektor Opery Wiedeńskiej i zaproponował młodemu śpiewakowi występy na tej znanej scenie. Kiepura debiutował we wrześniu 1926 r. jako Cavaradossi w "Tosce" Pucciniego u boku samej Marii Jeritzy. Po kolejnych występach dostał stałe angagment, oferujące także, jak pisał Kiepura, [...]mieszkanie w pałacu cesarzy Austrii, gdzie mieszkają najznakomitsi artyści tutejsi.
Wielkim wydarzeniem, które utorowało Kiepurze drogę do największych scen świata była premiera Turandot G.Pucciniego. Partia Kalafa z opery Turandot była jedną z największych , obok Księcia w Rigoletcie , kreacji artystycznych Jana Kiepury. Po raz pierwszy zaśpiewał ją w Wiedniu w roku światowej prapremiery tego dzieła, zaś dwa lata później w 1928 roku tą partią debiutuje w mediolańskiej La Scali, odnosząc tam ogromny sukces. I chociaż w samej La Scali wystąpił zaledwie kilkanaście razy, to występ ten stał się początkiem wielkiej kariery operowej artysty, który począł święcić tryumfy także w innych słynnych teatrach operowych, takich jak Opera w Paryżu, Covent Garden w Londynie, Teatro Colón w Buenos Aires. Występował na scenach Berlina, Monachium, Paryża, Buenos Aires, Brukseli, Budapesztu, Pragi, Brna, Hawany, Rio de Janeiro, Sao Paulo. Występował także i w Polsce, do której tęsknił i wciąż wracał.
Kolejnym przełomem w jego karierze był rok 1930. Wtedy to po raz pierwszy Kiepura pojawił się na planie filmowym , był to film Neapol, śpiewające miasto, zrealizowany w trzech wersjach językowych : niemieckiej, francuskiej i angielskiej. Potem posypały się kolejne propozycje. Tak oto będąc u progu kariery operowej Kiepura postanawia swoje życie związać z rozkwitającym w owym okresie przemysłem filmowym. Nie znaczy to, że zupełnie zaprzestaje występów scenicznych. Kontakt z publicznością , na żywo , był mu niezwykle potrzebny. O potrzebie tego kontaktu najdobitniej świadczą jego słynne występy na balkonach, dachach samochodów, czy po prostu na placach. Jerzy Waldorff tak opisuje tę cechę Kiepury: "Niech żyje!", "Sto lat!", "Wiwat!", "Jasiu śpiewaj!". Na to czekał. Krótkim ruchem uciszał tłum tak nagle, jakby gałką wyączał dźwięk z głośnika radiowego, i plac przed dworcem chociaż o przenośnych mikrofonach nikomu się jeszcze wtedy nie śniło! , wypełniał jego niewiarygodnie potężny, metaliczny, jasny głos: "Brunetki, blondynki, ja wszystkie was, dziewczynki, całować chcę..." Potem się tak samo powtarzało przed Bristolem, na dachu taksówki, z hotelowego balkonu. Bez końca. W latach trzydziestych powstają kolejne filmy z udziałem Jana Kiepury. Są wśród nich te, które na zawsze weszły do repertuaru światowego kina muzycznego: Pieśń nocy (1932), Zdobyć cię muszę (1933), Dla ciebie śpiewam (1934), Kocham wszystkie kobiety (1935), Pieśń miłości (1936), W blasku słońca (1936), Czar cyganerii (1937). Większość jego filmów, wzorem Śpiewającego miasta, powstała w dwóch, lub nawet trzech wersjach językowych. Wartym podkreślenia jest fakt, że niemal w każdym filmie jedną piosenkę wykonywał w języku polskim. Na planie filmu Dla ciebie śpiewam poznał Kiepura Marthę Eggerth, śpiewaczkę pochodzenia węgierskiego, która dwa lata później zostaje jego żoną. Ich związek, wspólne życie i praca, to zresztą całkiem osobny temat. Ukoronowaniem kariery scenicznej Jana Kiepury staje się debiut na deskach nowojorskiej Metropolitan Opera 10 lutego 1938 roku w partii Rudolfa w Cyganerii G.Pucciniego. Przez następne trzy sezony jest związany z tą sceną, śpiewając m.in. partie Don Josego w Carmen G.Bizeta, Cavarodossiego w Tosce G.Pucciniego, kawalera de Grieux w Manon Lescaut, czy wreszcie księcia Mantui w Rigoletcie G.Verdiego. Ta ostatnia rola została w 1939 roku upamiętniona poprzez nagranie z transmisji radiowej stacji NBC przeprowadzonej 11 marca 1939 roku. Jest to zresztą jedyny zapis sceniczny śpiewu Jana Kiepury. Słuchając tego właśnie nagrania (zostało ono wydane przez kilka firm m.in. przez Myto Records 2 MCD 921.56) łatwo można zrozumieć, na czym polegał fenomen tego głosu. Nie tylko na tym, jak pisał cytowany już wcześniej J.Waldorff [...]że drugiego głosu tenorowego takiej siły, pełni i blasku jak gdyby nasyconej słońcem złota w dziejach dzisiejszej wokalistyki nie było, ale przede wszystkim na nieprawdopodobnej wręcz radości śpiewania, którą czuje się w każdej nucie. Kariera sceniczna jednak zdawała się już Kiepury nie pociągać. Kilka lat później , w 1943 roku , odchodzi ze sceny.
Powodów takiej decyzji było z pewnością wiele. Nie bez znaczenia zdawały się być kwestie finansowe. Kiepura często powtarzał, że opera to zajęcie dla żebraków, a powszechne jest mniemanie, że lubił pieniądze. Niektórzy nawet wytykają to jako wielką wadę. Ci, co go znali, twierdzą jednak, że wynikało to raczej z panicznego lęku przed biedą, jakiej zaznał, nim stał się sławny. Jak słusznie zauważa Jacek Marczyński (Rzeczpospolita 13 maja 2002) dodać do tego trzeba świadomość niepewności operowej kariery, pogłębionej chronicznym nieżytem jamy nosowej i krtani oraz tym, że jako człowiek bez wcześniejszego wykształcenia muzycznego, nowych ról musiał uczyć się nie z nut, lecz ze słuchu. Nie da się ukryć, że repertuar operowy Kiepury był stosunkowo skromny, jak na tenora o takich możliwościach głosowych. Od połowy lat trzydziestych właściwie nie dodawał już do niego żadnych nowych ról, powielając jedynie wcześniejsze kreacje. Film dawał Kiepurze ponadto jeszcze jedno: światową sławę i rozgłos, jakiego nie zapewniał żaden teatr operowy. Pomimo odejścia ze sceny nie rozstaje się Kiepura ze śpiewaniem. Powstają kolejne jego filmy, m.in. Jede Frau hat ein süsses Geheimnis (1939), Addio Mimí! (1947), Valse brillante (1948), Absender unbekannt (1950), Das Land des Lächelns (Kraina uśmiechu) (1952). W 1944 r. razem z żoną inwestują w spółkę, która wystawiła na Broadwayu Wesołą wdówkę , operetkę F.Lehara. Sukces był ogromny, inscenizacja utrzymała się na afiszu przez dwa lata i osiągnęła ponad 900 przedstawień.
Bardzo wielu przeciwników Kiepury zarówno jemu współczesnych, jak i dzisiejszych zarzucało śpiewakowi, że porzucił kraj, by robić karierę za granicą i przesadnie dbał o swoją popularność. Zapominają oni jednak, że rozsławiając swój talent na świecie, Kiepura sławił także nasz kraj, gdyż na każdym kroku podkreślał, że jest Polakiem - "chłopakiem z Sosnowca". Demonstrował swą polskość w wielu drobiazgach. Przy lada okazji podkreślał że nosi polskie buty, zapraszał na polski obiad, także ślub z Martą Eggerth wziął w Polsce. Adam Czopek w swoim artykule w Naszym Dzienniku z dnia 11 maja 2002 polskości Kiepury poświęca bardzo dużo miejsca pisząc m.in., [...] że Jan Kiepura zawsze podkreślał swój polski rodowód i chętnie w kraju koncertował. Nawet zarobione w świecie pieniądze starał się - w części - lokować w rodzinnych stronach. Już w 1927 r. zapowiedział budowę luksusowego pensjonatu "Patria" w Krynicy. Otwarto go w grudniu 1933 r., a zarządzał nim jego ojciec. Starał się też odpowiadać na każde zaproszenie na występy w kraju. [...] Koncertował na rzecz powodzian i budowy gmachu Muzeum Narodowego w Krakowie. Na dziedzińcu wawelskim śpiewał dla blisko 20 tys. słuchaczy, w Poznaniu słuchał go jeszcze większy tłum.[...] Kiedy sytuacja polityczna jasno wskazywała, że wybuch wojny jest już nieunikniony, Jan Kiepura w czerwcu 1939 r. koncertował na warszawskim rynku Starego Miasta na rzecz Funduszu Obrony Narodowej. Wybuch wojny zastał go w Paryżu. [...] W 1942 r. przekazał 100 tys. dolarów na Fundusz Pomocy Polsce, w 1946 r. sumą tysiąca dolarów wspomógł nowo powstały Fundusz Chopina. Po wojnie Kiepura kilkakrotnie odwiedził ojczyznę. W czasie swojego pobytu w 1958 roku odwiedził swoją dawną szkołę w Sosnowcu pozostawiając w tamtejszej kronice wiele mówiący wpis : Trzymajcie wysoko sztandar muzyki polskiej.
Po raz ostatni wystąpił na publicznym koncercie dla polonii amerykańskiej 13 sierpnia 1966 roku w Portchester. Dwa dni później, 15 sierpnia 1966 roku w swojej posiadłości w Harrison w stanie Nowy Jork zmarł nagle na atak serca. Pogrzeb odbył się w Warszawie. Zgodnie z ostatnią wolą artysty pochowano go na Powązkach. Kiepura był nie tylko wielkim śpiewakiem, czy fenomenem głosowym, ale także ogromną osobowością. Jako jeden z pierwszych artystów na świecie doceniał potęgę mediów i był niesłychanie wrażliwy na punkcie swojego wizerunku przez nie kreowanego. Przywiązywał ogromne znaczenie do tego, co pisze o nim prasa. Wiedział, że publiczność natychmiast rozpoznaje, czy przyjeżdża się tylko zrealizować kontrakt, czy po to, by się z nią spotkać. Nie znosił papierosów i palaczy w swoim otoczeniu. Nawet w umowach wymagał aby było zaznaczone, że nie wolno palić na planie filmu. Pod tym względem był absolutnym prekursorem walki z paleniem. Był też znanym miłośnikiem krawatów i kapeluszy.

15 maja o godz. 17.00 w rodzinnym mieście został odsłonięty pomnik Jana Kiepury - "Chłopaka z Sosnowca". Autorem pomnika o wysokości 3 m jest artysta-rzeźbiarz Tadeusz Markowski. Odlew został wykonany w Zakładzie Urządzeń Technicznych w Gliwicach. Sosnowiczanie w ten sposób pragnęli uczcić setną rocznicę urodzin legendarnego ziomka.













powrót


ODSŁONIĘCIE POMNIKA JANA KIEPURY SOSNOWIEC 15 MAJA 2002

MOWA LAUDACYJNA BOGUSŁAWA KACZYŃSKIEGO

Sceneria tego uroczystego i historycznego spotkania przypomina kadr z filmu "W blasku słońca". Jan Kiepura śpiewa w Operze Wiedeńskiej, a plac wokół teatru wypełnia się tłumem. Tłumem, który czeka aż przedstawienie dobiegnie końca, aż na placu pojawi się "Chłopak z Sosnowca" i będzie śpiewał swojej publiczności. Jan postawiony zostaje na dachu samochodu i śpiewa, śpiewa i śpiewa popularne arie i modne wtedy piosenki. Melodie, które będzie potem nuciła ulica na całym globie ziemskim. Kiepura śpiewał zawsze i wszędzie, kiedy go o to proszono. Nie szczędził głosu, gdyż lubił śpiewać i kochał swoja publiczność. Dla Polaków był bohaterem narodowym, bohaterem zbiorowej wyobraźni. Świat ocenił go jako jednego z czołowych śpiewaków sceny operowej dwudziestego stulecia. Był także jednym z najpromienniejszych gwiazdorów rodzącego się wtedy filmu muzycznego, filmu śpiewanego. Był wielkim patriotą. Przez całe życie nieustannie podkreślał swojš polskość. Uczestniczył w zrywach niepodległościowych i akcjach gromadzenia pieniędzy na cele społeczne, cele narodowe. Przed wojną na Pomoc Zimową, na Muzeum Narodowe w Krakowie, na Fundusz Obrony Narodowej (FON). W czasie wojny na rzecz naszej armii formującej się na Zachodzie, a po wojnie na budowę Szkół Tysiąclecia. Droga z Sosnowca do światowej kariery, była daleka i najeżona trudnościami. Urodził się sto lat temu, 16 maja 1902 roku, w rodzinie niezamożnego piekarza, w domu przy ulicy Majowej, w suterenie, gdzie mieściła się piekarnia i piec, w którym wypiekano chleb. Później państwo Kiepurowie przenieśli się do własnego domu przy ulicy Miłej. W Sosnowcu kształtowała się jego osobowość i być może właśnie dzięki tej sosnowieckiej osobowości Jan Kiepura zajął aż tak wysoką pozycję w światowej kulturze, zdobył rozgłos i wzbudził powszechny podziw. Śpiewał włoskim w barwie głosem. Takie głosy rodzą się zazwyczaj w słonecznej Italii, w Hiszpanii. Ale w Sosnowcu? W scenerii kominów fabrycznych przyszedł na świat chłopiec z niezwykłym talentem i umiał ten talent szybko i należycie spożytkować. Dołączył do tego talentu ową niepowtarzalną - wywodzącą się z sosnowieckiej Pogoni - osobowość i zadziorność. To była zadziorność prawdziwego "Chłopaka z Sosnowca". I ta właśnie oryginalna cecha, w połączeniu z pięknym głosem i mistrzowsko opanowaną techniką wokalną sprawiła, że oceniony został przez świat jako szczególnie oryginalne zjawisko wśród najznamienitszych śpiewaków swojej epoki. Mógł godnie z największymi konkurować. Życie Jana Kiepury było trudne, po brzegi wypełnione pracą. Rezygnacją ze wszystkiego co mogło mu przeszkodzić w pędzie do zrealizowania marzeń, o których z takim przejęciem mówił już w młodzieńczych latach w Sosnowcu: "zobaczycie, przyjdzie czas, że będę wielkim artystą". Niełatwo zostać wielkim artystą. Bo życie wielkiego artysty to praca, praca i praca. To wyrzeczenia i umiejętność pokonywania dziesiątków przeszkód, jakie piętrzą się na drodze do owej upragnionej, wyśnionej kariery A wszystko bez najmniejszej gwarancji ze strony Muz, że całe to poświęcenie uwieńczone zostanie sukcesem.. Dzięki uporowi i sile charakteru, Kiepura szybciej niż mógł się tego spodziewać stał się sławny i podziwiany. Do dzisiaj wspominane są jego występy w Operze Wiedeńskiej, gdzie narodziła się jego legenda. Wspominając tamte lata i ludzi burmistrz Wiednia Helmut Zielk, stojšc przed kamerš powiedział mi : "Jan Kiepura był tym dla Wiednia lat trzydziestych, czym Beatlesi dla Londynu lat siedemdziesiątych". Krytycy mówili i pisali o nim: "Fenomen", "Krezus głosowy","Drugi Caruso". Kiedy zapytałem Placido Domingo, co by było gdyby Jan Kiepura dzisiaj śpiewał, Domingo z powagš odpowiedział: "sądzę, że któryś z nas, trzech tenorów, musiałby ustąpić miejsca Kiepurze. A może byłoby nas czterech?". Podobną opinię wyraził także Luciano Pavarotti. Jan Kiepura odnosił sukcesy w największych teatrach operowych świata, u jego stóp leżała Opera Wiedeńska, mediolańska La Scala i Metropolitan Opera w Nowym Jorku, Opera Paryska, Opera Berlińska, Opera w Monachium, Teatro Colon w Buenos Aires, Opera w Rio de Janeiro,Teatr Wielki w Warszawie. Dyrektorzy największych scen zabiegali o zdobycie Kiepury choćby na kilka występów i cierpliwie czekali aż przyjedzie i porwie swym śpiewem rzesze wielbicieli. W roku 1930 Jan Kiepura rozpoczął nowy rozdział swego życia. Londyńska wytwórnia filmowa ASFI zaprosiła go do udziału w ekranizacji obrazu "Neapol miasto śpiewu". Jan bez entuzjazmu przyjął tę filmową propozycję, ale wkrótce kino pochłonęło go na długie lata. Po sukcesie pierwszego filmu okrzyknięty został czołowym amantem filmu muzycznego i w następnych latach uczestniczył w realizacjach kolejnych obrazów w wytwórniach Berlina, Wiednia, Paryża, Londynu i amerykańskiego Hollywoodu. Dzięki filmom Jan Kiepura był bardzo sławny i jeszcze bardziej bogaty. Był podziwiany także przez tę publiczność, która nigdy nie była w operze i która być może nigdy do opery by się nie wybrała. To, że Jan Kiepura zaczął królować na ekranie, że otoczony tłumem śpiewał stojąc na dachu samochodu i na balkonie hotelu, nie zyskało aprobaty operowego świata. Zaczęły pojawiać się ironiczne komentarze, ruszyła fala niechęci. Konserwatywnie myślący znawcy sztuki operowej zarzucali mu, że marnotrawi tak pięknie rozpoczętą karierę i zamienia autentyczny sukces na taniš popularność. Ale dla Kiepury nie była to tania popularność. Wiedziony przeczuciem, z radością dał się nosić na rękach rozentuzjazmowanym tłumom, występował na placach, na stadionach, które gromadziły dziesiątki tysięcy widzów, słusznie przewidując, ze niebawem nadejdzie nowy czas, nazwany przez nas erą kultury masowej. Czas wszechpotężnej telewizji. Już w latach dwudziestych i trzydziestych Kiepura był zwiastunem tego, czym zachwycają dzisiaj świat "Trzej tenorzy". Uważał, że artysta powinien wyjść z czterech ścian teatralnej sali, że powinien stanšć przed tłumem, porwać go żarem interpretacji i pozwolić się podziwiać i kochać. Jego występy na Rynku Starego Miasta w Warszawie oklaskiwało czterdzieści tysięcy ludzi. Podobnie było w Krakowie, w Katowicach, w Gdyni i wielu innych miastach na trzech kontynentach . Wszędzie gromadziły się tłumy, aby go usłyszeć i - rzecz oczywista - zobaczyć. Od tamtego czasu minęło więcej niż pół wieku, a legenda Kiepury żyje nadal. Kochamy go za zalety, ale także za przywary jego charakteru, za jego ognisty temperament i słoneczny uśmiech, za emanującą choćby tylko z nagrań i z ekranu radość życia. I za tę niezwykle barwnš biografię, która z pewnością będzie tematem niejednego filmu i niejednego serialu telewizyjnego. Cieszę się bardzo, że tak liczne grono dawnych i nowych wielbicieli Jana Kiepury przybyło do centrum Sosnowca, aby uczestniczyć w tej pięknej, wzruszającej uroczystości. Mistrzu Janie! Mistrzu Janie Kiepuro! Urodziłeś się w Sosnowcu, a więc - jak można parafrazować słowa wieszcza - "jesteś rodem Sosnowiczaninem. Sercem byłeś - nawet wtedy, kiedy tym oświadczeniem mogłeś sobie jedynie zaszkodzić - Polakiem". Dzięki wyjątkowemu talentowi i błyskotliwej karierze stałeś się - Świata Obywatelem. Wracasz dzisiaj do miasta swojego urodzenia, miasta dzieciństwa, miasta swojej młodości. Widzimy Cię znowu w pozie jakbyś chciał za moment zaśpiewać poruszającą arię czy porywającą piosenkę. Raduj jak za dawnych lat mieszkańców Sosnowca i gości, którzy będą przyjeżdżali, aby spojrzeć na twój wizerunek uwieczniony w brązie. Ten plac powinien stać się miejscem spotkań młodzieży i dorosłych. Stojąc przed tym ogromnym i pięknym pomnikiem będziemy wyobrażali sobie, że mistrz Kiepura za moment zacznie śpiewać, że raz jeszcze usłyszymy w jego żarliwym wykonaniu: "Ninon, ach uśmiechnij się", albo "Brunetki, blondynki" albo "Signorinę", albo "O sole mio". A my z wdzięcznością będziemy dotykali fałdy jego rozwianego przez wiatr płaszcza, będziemy dotykali jego połyskującej złotem ręki. Bo dotknięcie Jana Kiepury - jak w dawnych czasach - to zapowiedź szczęścia. Mistrzu Kiepuro! Byłeś uśmiechem, blaskiem, radościš polskich lat dwudziestych, polskich lat trzydziestych. Lat szczególnych w dziejach naszego narodu, lat z takim trudem wywalczonej niepodległości. Bšdź blaskiem, radością i uśmiechem Sosnowca. Miasta, które razem z tobą świętuje dzisiaj swoje setne urodziny.

Bogusław Kaczyński

JAN KIEPURA W ANEGDOCIE
Legenda artystyczna Jana Kiepury umacnia się i utrwala z biegiem lat. Ale czy wpływa na nią sama tylko sztuka wokalna wybitnego śpiewaka? Czy był on tylko artystą o niepowtarzalnym głosie? Otóż według wspomnień współczesnych znających go, był także człowiekiem obdarzonym wdziękiem osobistym i wyjątkowym poczuciem humoru. Przypomnijmy go więc w kilku barwnych i dowcipnych anegdotach, za których treść odpowiedzialność biorą źródła wymienione przy każdej z nich.

1. Kiedy po skończonym koncercie w rezydencji polskiego dyplomaty w Wiedniu, koncercie, na którym zgromadziła się śmietanka ówczesnego wiedeńskiego towarzystwa, stara księżna Starhemberg, czołowa działaczka społeczna i pierwsza matrona Wiednia uraczyła Kiepurę największym, według niej komplementem, że zapewnie zostanie drugim Caruso, nasz rodak odpowiedział: Co!? Co!? Drugim Caruso? Ja? O, przepraszam! Nie drugim Caruso, ale pierwszym Kiepurą!

(wg Jan Gawroński, Wzdłuż mojej drogi, Sylwetki i wspomnienia. PIW, 1968 r.)

2. Gdy architekt Pniewski przedstawił Kiepurze projekt krynickiej Patrii, wywiązał się między nimi następujący dialog (zwracali się do siebie per mistrzu): Mistrzu, to nadzwyczajne! Mistrz zbyt łaskawy! Ależ, Mistrzu... Wysokość honorarium nie była ustalona. Kiepura rozłożył przed Pniewskim wachlarz banknotów: Mistrzu, myślę, że ta suma usatysfakcjonuje Pana. Pniewski przeliczył wzrokiem banknoty i powiedział: Mistrzu, za ten wachlarzyk mogę Panu zaśpiewać arię z Toski.

(wg. Henryk Czyż, Ucieczka spod klucza, PAX, 1973)

3. Wspomina Marta Eggerth: Janek powiedział kiedyś do mnie, że nie mogę zostać jego żoną z trzech powodów: nie jestem Polką, farbuję włosy i jestem aktorką. Odpowiedziałam: Polką mogę przy tobie zostać, włosy farbuję, ale mogę wrócić do naturalnych, a aktorką jestem i będę. Wkrótce wzięliśmy ślub.

(wg Stefan Drabarek, Jan i Marta, Kobieta i Życie nr 40(7), 1973 r.

4. Rozmowa z dziennikarzem w czasie pierwszej po wojnie wizyty w Polsce: - Plotka uśmierciła Pana przed kilku laty. Miał Pan opuścić grono żywych w wyniku nieudanej operacji wyrostka robaczkowego. Czy to prawda? - Jan Kiepura: Jeśli Pan nie wierzy w duchy, to chyba nieprawda. - Najbardziej absurdalne pytanie, jakie Panu postawił dziennikarz? - To, które padło przed chwilą.

(wg Z. K. Rogowski, Przekrój rozmawia z Kiepurą, Przekrój 702 (21.9. 1958)

5. Kiepura na ogół nie miał kłopotów z przekonywaniem o swej wyjątkowości tych, od których zależały jego losy. Na początku swej kariery wtargnął nie proszony do gabinetu dyrektora wiedeńskiej Staatsoper Franza Schalka i od drzwi zaśpiewał wysokie c. Dyrektor zaniemówił, a Kiepura wyszedł z jego pokoju z podpisanym kontraktem.

(wg Agnieszka Arena, Najwybitniejszy tenor XX wieku, Życie na Gorąco, nr 47(18.11.1999)

6. Pewnego dnia do pokoju Kiepury w Kaltenleutgeben (miejscowość wypoczynkowa pod Wiedniem) wszedł redaktor Władysław Eugeniusz Baron, korespondent wiedeński pism polskich. Kiepura przywitał go następującymi słowami, nie ukrywając wesołości: Panie kochany... powiem Panu jedno... przed Kiepurą nie było Kiepury. Po Kiepurze nie będzie Kiepury...

(wg Roman Hernicz, Mózg i krtań, Opowieść o Janie Kiepurze, wyd. Gazeta Wiedeńska, Wiedeń 1931)

7. Pewnej wiosennej nocy 1931 roku Kiepura znalazł się na granicy francusko-włoskiej w Ventimiglia. Jechał z San Remo do Nicei dosłowmie na chwilę, w jakiejś pilnej sprawie. Nie zdążył więc otrzymać francuskiej wizy. Strażnik graniczny ujrzawszy jego paszport, powiedział: Jeżeli pan jest sławnym śpiewakiem, to niech pan zaśpiewa. Przekonamy się, czy mówi pan prawdę. I Kiepura, o pierwszej w nocy, zaśpiewał. Strażnik znieruchomiał z podziwu i zawołał: Taki śpiewak z Bożej łaski może sobie jechać, gdzie mu się podoba! I niech pan jak najczęściej przemyca swój cudowny głos!

(wg Wacław Panek, Jan Kiepura, Twój Styl, 1992)

powrót